środa, 11 listopada 2015

Piekielny Wyścig

Zanim sięgnęłam, to się nieźle nasłuchałam. Lepsza od Igrzysk Śmierci, mówili. Naprawdę dobra. Z reguły ostrożnie podchodzę do takich rewelacji, ale nie mogłam nie sprawdzić, prawda? Zaraz zobaczymy, co z tego wyszło, ale na wstępie powiedzmy sobie szczerze i bez ogródek: okładkę ta książka ma fe-no-me-nal-ną!


Rodzina Telli przeprowadziła się na koniec świata, żeby jej brat miał lepsze warunki rekonwalescencji. Bo Cody umiera i nikt nie wie, co mu dolega. Tymczasem Tella dostaje wiadomość. Zostaje zaproszona do wyścigu, w którym wygrana oznacza zdobycie leku i uratowanie brata. Wraz z nią startuje ponad sto osób, a jedyną pomocą uczestników są pandory - zwierzątka specjalnie zaprojektowane przez naukowców. Tella dostaje pandorę, która zdaje się nie mieć żadnych przydatnych umiejętności. A potem poznaje Guya, który ma być jej rywalem, a staje się kimś zupełnie innym... Co będzie ważniejsze - miłość do brata czy miłość do nowo poznanego chłopaka?

Przyznam, że fabuła jest świetna i pod pewnymi względami o wiele lepsza niż fabuła Igrzysk Śmierci. Autorce udało się zaskoczyć mnie przynajmniej kilka razy i przykuć moją uwagę na tyle, że chętnie czytałam kolejne rozdziały. Żałuję tylko, że realizacja tego dobrego pomysłu trochę kulała.

To, co dokuczało mi przez całą lekturę, to atmosfera, jaką pani Scott wykreowała. Z pewnością nie jest to powieść w pełni poważna, w której wciąż mamy przed oczami najważniejszy cel: przeżyć i uratować brata. To raczej książka pełna humoru, z nieco dziecinną bohaterką i niezbyt realistyczną, a nawet oklepaną, historią miłosną. Może za sprawą tych lekkich, niezbyt poważnych elementów mam do tej pozycji pewne zastrzeżenia i nie wydaje mi się ona zachwycająca od strony językowej. Pod tym względem Igrzyska Śmierci zdecydowanie przebijają Ogień i wodę.

Autorce należy jednak oddać sprawiedliwość - napisała jedną z tych książek, które wstydzę się czytać w miejscach publicznych, bo mam wrażenie, że wszyscy dookoła widzą, jak bardzo mnie wciągnęła i domyślają się, że jestem gdzieś zupełnie indziej. A to niepodważalny plus :)


Za lekturę dziękuję Wydawnictwu IUVI