wtorek, 5 stycznia 2016

Jeszcze tylko jeden krok...

Kilka dni temu spadł śnieg i naprawdę, nie wiem jak Wy, ale ja mam ochotę na jedną tylko rzecz: schowanie się pod kołdrą z kubkiem ciepłej herbaty i książką. Może to czas, by sięgnąć po coś, co niezawodnie rozgrzewa serca, nawet w takie nieprzyjemne dni - po kolejną książkę Anny Ficner-Ogonowskiej. Dla tych, którzy pierwszej części nie czytali, wskazana jest ostrożność. Możliwe spojlery!

Kiedy ostatni raz pożegnałam się z bohaterami - a było to TUTAJ - Hania przestała wreszcie walczyć i pozwoliła sobie na szczęście. Dziś jest z Mikołajem i przygotowuje się do ślubu Dominiki. Jednak dla kobiety, która straciła męża w dzień po swoim własnym ślubie, nie będzie to łatwe. Hania będzie musiała zmierzyć się z bolesną przeszłością nie tylko dla siebie, ale i dla nowego ukochanego. Nie ułatwia jej tego jednak ani była teściowa, ani los, który właśnie postanowił odsłonić przed Hanią prawdę o przeszłości jej rodziny.

Po lekturze kolejnej części tej szczęśliwej serii z pewnością nie mogę powiedzieć, że autorka napisała ją na siłę, bo wszystko wspaniale się komponuje, a historia żwawo biegnie naprzód, obfitując w nowe postaci i wątki. Przyniosło mi to niemałą ulgę, bo w pierwszej części się zakochałam i nie chciałam przeżyć rozczarowania. Muszę jednak przyznać, że Krok do szczęścia nie ma już w sobie takiego czaru, jaki miało Alibi na szczęście. Hania i Mikołaj są już razem, a przecież ich wieczna pogoń za sobą nawzajem była tak naprawdę rdzeniem całej poprzedniej historii. Teraz nikt już za nikim nie goni, a przynajmniej nie w takim stopniu jak wcześniej, i urok prysł - został jednak cudowny klimat powieści, a tego w żaden sposób nie można autorce odmówić!

Tak, autorka maluje słowami. Żywe, różnorodne postaci wyróżniają tę książkę spośród innych z tego gatunku. Pani Irenka obdarowuje innych swoją dobrocią, Hania nieśmiałą miłością, Mikołaj jak zwykle jest niezmordowany. Tylko Dominika trochę się zmieniła. To przez tę ciążę! Aby jednak być sprawiedliwą, muszę pośród pochwał wymienić coś, na co w pierwszej części łatwo przymknąć oko, a co w drugiej jest nie do przeoczenia. Język, mimo że bardzo plastyczny i żywy, i pełen poezji, wydaje się być chwilami wręcz śmieszny, jakby autorka próbowała tłumaczyć czytelnikowi rzeczy oczywiste.

Mimo całej mojej miłości do pierwszej części, druga nie zrobiła już na mnie wielkiego wrażenia. To wciąż piękna powieść, która rozgrzewa serca, jednak mojego nie spaliła na popiół. A jednak lubię wierzyć, że ta historia jest prawdziwa. Musi być! Ale jeśli nie, to nikt tak pięknie nie kłamie jak Anna Ficner-Ogonowska.


Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Znak