piątek, 29 stycznia 2016

Kiedy ulegniesz

Jeszcze do niedawna islam wydawał się bardzo odległy. Jeśli ta obca religia w jakiś sposób nas dotykała - a często były to bolesne spotkania - działo się to rzadko. Wszystko zmieniło się niemal z dnia na dzień. To, co traktowaliśmy jak egzotyczne ciekawostki, nagle pojawiło się na europejskim podwórku. Francois też budzi się pewnego dnia z przysłowiową ręką w nocniku. Bractwo Muzułmańskie doszło do władzy i nic już nie będzie wyglądało tak samo.

Francois jest cenionym wykładowca i znawcą literatury Huysmansa. Kiedy szkolnictwo zostaje poddane islamizacji, Francois musi odejść z pracy. Pojawia się jednak kusząca opcja. Co, jeśli mógłby nadal wykładać i na dodatek zarabiać trzy razy więcej niż dotychczas? Warunek jest tylko jeden: musi przejść na islam.

Wierzcie mi, kreacja głównego bohatera jest wspaniała. To niby taki zwykły człowiek. Mądry i całkiem ambitny, ale bez celu w życiu, wiecznie pocieszający się seksualnymi przygodami ze studentkami, byle zagłuszyć codzienną samotność. Jego egzystencji brak pełni, i to najbardziej urzeka czytelnika - bo taką pustkę z pewnością czuje każdy z nas. 

Pomijając fakt, jak wspaniale prawdziwy jest główny bohater, równie przerażająco prawdziwa jest wizja Francji, którą przedstawił autor. Nie ma tu przemocy i walki o wolność. Wszystko dzieje się w zgodzie z prawem i wolą większości społeczeństwa. Powolne, stopniowe zmiany zagarniają całe życie. Kobiety tracą pracę, z ulic znikają krótkie spódniczki i odsłonięte ciała. Bezrobocie prawie przestaje istnieć. Mężczyźni przechodzą na islam, a w zamian dostają świetnie płatne posady i żonę (albo kilka) na dodatek. Czy to nie wspaniały, idealny świat?

Niezmiernie podobała mi się forma, jaką autor wybrał do opowiedzenia historii naszych czasów. Wydarzenia toczą się powoli, właściwie dzieją się gdzieś z boku, dokładnie tak, jakby się działy, gdyby były prawdą. Cicho, dyskretnie. Początkowo czekałam na BUM, pęd akcji, nieoczekiwane zwroty, te sprawy. Atmosfera książki jest jednak dziwnie kojąca, usypia. Może to za sprawą wywodów na temat literatury i polityki (które wcale nie nudzą, nawet jeśli niewiele się z nich rozumie)? Normalność świata, w jakim żyje Francois - naszego świata przecież! - sprawia, że trudno uwierzyć, iż to, co się dzieje, jest czymś złym.

Uległość to zdecydowanie jeden z niewielu współczesnych tworów, które warte są swoich pieniędzy!

To naprawdę mądra książka, bez fajerwerków i zwrotów akcji - po prostu prawdziwa. Nie mogę oczywiście nie wspomnieć o świetnej, symbolicznej okładce i przyjemnej czcionce. Może się zdarzyć, że nie docenicie treści zaraz po przeczytaniu, ale pozwólcie tej historii ułożyć się w Waszych głowach przez kilka dni. Im dłużej o niej myślę, tym bardziej wiem, że muszę sięgnąć po kolejne książki Houellebeqa.


Książka trafiła do kategorii ze Złotym Robalem dla najlepszych pozycji.

P.S. Uległość nie była jedyną cenną rzeczą, którą znalazłam w swojej przesyłce. Na stronie ksiazkaiprezent dostaniecie genialne książkowe gadżety, jeśli zrobicie zakupy za 65 zł. Popatrzcie tylko, jakie cudowności!