wtorek, 12 stycznia 2016

Na zdrowie!

Mam alergię (choć nie jest to bardzo poważna alergia pokarmowa), a swego czasu dokładałam ogromnych starań, by zrzucić kilka kilogramów, więc całkiem dobrze rozumiem potrzebę szukania mniej chemicznych odpowiedników w jedzeniu. Właściwie czuję wielki podziw dla autorki Zamień chemię na jedzenie, bo podjęła niemały wysiłek, by zapewnić swoim dzieciom to, co zdrowe. A przecież najłatwiej iść do supermarketu i kupić, cokolwiek leży na półce - a na pewno nie leżą tam bezpieczne produkty...

Zanim na dobre sięgnęłam po tę książkę, przeglądnęłam ją pobieżnie, skacząc to tu, to tam, by zaspokoić ciekawość. Wydawała się przyzwoicie i dokładnie napisana, więc nie pozostało mi nic innego, jak wziąć się do czytania. Autorka to mama trójki dzieci. I wcale nie pokazuje, jak pozbyć się chemii z jedzenia - to w pewnym sensie niemożliwe dla pracującego, zabieganego człowieka - ale jak ją mocno ograniczyć. To rozwiązanie, mimo że wcale nie radykalne - przez co początkowo nie bardzo mnie przekonało - jest rozwiązaniem rozsądnym i o wiele łatwiejszym niż zupełne przerzucenie się na żywność ekologiczną. W każdym razie to realny sposób na zdrowe życie i zmianę szkodliwych nawyków żywieniowych.

Ogromnie spodobały mi się tabele, na przykład tabela warzyw sezonowych. Nie miałam pojęcia, że istnieją takie warzywa jak patison, topinambur czy cebula dymka. Może jestem nie z tego świata, ale nigdy w życiu nawet o nich nie słyszałam! Sami przyznajcie, że śmiesznie się kojarzą ;)

Szkoda, że nie zamieszczono tu przykładów wody butelkowanej - jaka jest najlepsza według składu, a jaką można sobie odpuścić. Na ten temat słyszałam najprzeróżniejsze opinie i chętnie skonfrontowałabym je z wiedzą autorki. To naprawdę zadziwiające, że sama robi niektóre rzeczy - jak chociażby galaretkę. Daję słowo, ciężko było mi to czytać z pustym żołądkiem.

Dużo tu fachowej terminologii, bo autorka naprawdę zna się na rzeczy. To dopiero kobieta! Oczywiście ile ludzi, tyle opinii - sama czytałam o zupełnie innych poglądach na niektóre produkty spożywcze i nie do końca zgadzam się z panią Bator. Zwłaszcza w kwestii ketchupu. Ja przecież uwielbiam ketchup!


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak