środa, 17 lutego 2016

I jestem, który byłem

Kiedy ostatnim razem czytałam twórczość Tomasza Kowalczyka - Stworzenie świata i Maszynopis z Kawonu, o których możecie poczytać TUTAJ - dostałam niezłą dawkę językowego szaleństwa. I ogromnie mi się podobało. Nie jestem nawet w stanie powiedzieć, które z powyższych przypadło mi do gustu bardziej, bo obie te pozycje mają w sobie coś niepowtarzalnego i obie zapadają w pamięć. Kiedy pojawił się Sekret twoich oczu, wiedziałam, że i to muszę przeczytać.

Współczesna poezja nie dostarcza zbyt wielu wrażeń, ale twórczość pana Kowalczyka ma w sobie wiele z romantyzmu - dużo zawiłości językowych, obowiązkowe rymy, kwiecistość, piękno. W tym tomiku nie znajdziecie wierszy białych. Dla mnie ich brak to największa zaleta, i to wcale nie dlatego, że wierszy białych nie lubię - raczej z powodu poziomu, jaki reprezentują we współczesnej poezji.

Prawie zapomniałam, jak bardzo autor lubi neologizmy i dziwne słowa. Jest ich pełno, wypełniają całe wersy. Czytam i zastanawiam się, czy takie dziwactwa istnieją w ogóle w słowniku! Czy autor używa ich świadomie? Znaczenia niektórych wyrazów trudno się domyślać, można jedynie rozpoznać część mowy, a to i tak połowa sukcesu. Później pozostaje wsłuchiwać się w rytm niezrozumiałych słów - to już czysta poezja, sztuka dla sztuki.

 I tylko twe oczy, twe oczy z ochotą
Oglądam, gdy mroki wietrzeją w bezdenność

Sekret twoich oczu   


Biała zaduma to wiersz, który szczególnie przypadł mi do gustu: mam marne krótkie życie i dwie zmęczone dłonie. Mogę z całą pewnością stwierdzić, że niemożliwe jest zrozumienie jakiegokolwiek wiersza w całości. Cały tomik poezji to zagadka. Sekret - niekoniecznie ukryty w oczach, raczej w słowach. Brzmi pięknie i melodyjnie, choć nie do końca logicznie. Jak magia. I chociaż nie dostarcza tylu wrażeń co Stworzenie świata - nie, z pewnością z tym tomikiem nie może się równać - to jednak trzyma swój poetycki poziom.


Za lekturę dziękuję Autorowi