poniedziałek, 13 czerwca 2016

Gildia magów

Kiedyś, jeszcze wcale nie tak dawno temu, było o tej trylogii bardzo głośno. Recenzenci zachwycali się autorką, egzemplarze krążyły z rąk do rąk. Takim oto pokątnym sposobem, z drugiej ręki, Fenko zdobyła całą trylogię za bardzo niską cenę. Książki przeleżały na półce co najmniej rok, a może i dwa. Niedawno postanowiłam wziąć się za siebie i zacząć nadrabiać półkowe zaległości. Padło na fantastykę! Spokojnie, obejdzie się bez wielkich spojlerów.


Magowie zbierają się co roku, by oczyścić miasto z żebraków i złodziei - w tym celu przeganiają ich z przeludnionych obszarów do slumsów. W taki sposób poznajemy Soneę. Dziewczyna nienawidzi Gildii tak samo jak cała biedota. Kiedy magowie wznoszą magiczną barierę, próbując chronić się przed rozwścieczonym tłumem bezdomnych, Sonea rzuca w nich kamieniem, a ten, ku zdziwieniu wszystkich, przenika przez tarczę. Dla Gildii staje się jasne, że gdzieś w slumsach mieszka nieszkolony mag, którego trzeba odnaleźć, zanim straci kontrolę nad swoją mocą. Kwestia zaufania Gildii nie jest dla Sonei jedynym dylematem. Być może myliła się i jednak istnieją dobrzy magowie - ale co, jeśli wśród nich jest ktoś posługujący się czarną magią, zdolny zagrozić całemu miastu?

Pierwsza część zostawiła mnie z bardzo przyjemnym wrażeniem po lekturze. Czyta się gładko, a atmosfera świata wykreowanego przez autorkę, mimo że ten nie był zbyt wyszukany, potrafi wciągnąć. Minęło kilka miesięcy, nim zabrałam się za część drugą - tę czytało mi się jeszcze lepiej i zdaje się, że jest moją ulubioną. To powieść nieco szkolna, opisująca perypetie Sonei podczas nauki i jej zmagania z dokuczliwymi rówieśnikami. Moim błędem był zapewne fakt, że sięgnęłam po trzeci tom od razu po drugim. Nie miałam dość czasu, by zatęsknić za światem Imardinu. Lektura wydawała mi się okropnie długa i nużąca, zwłaszcza druga część tego tomu. Fragmenty, które w założeniu powinny być emocjonujące - chociażby bitwy - wcale takie nie były.

W ostatnim tomie zdarzało mi się też przeskakiwać akapity, bo opisy mnie nudziły. Styl Trudi Canavan nie jest zbyt wyróżniający się, nie zamierzam wygłaszać pochwał na jej cześć, ale podoba mi się sposób, w jaki opisuje wydarzenia - jest na tyle szczegółowy, że można wpaść w przyjemny trans czytania.

To, co przeszkadzało mi w ostatnim tomie, to ciągłe przeskoki pomiędzy narracją z różnych punktów widzenia. Oczywiście taki zabieg był stosowany w całej trylogii, ale to ostatnia część mnie zirytowała, bo narracja jednego z bohaterów nieco mnie nużyła.

Podsumowując: Rozumiem zachwyty nad trylogią, naprawdę. Styl sprawia, że wpada się w trans, losy Sonei ciekawią, zwłaszcza, że można się z nią utożsamić - kto nie lubi przeróżnych wersji o Kopciuszku? Wiele postaci wzbudza sympatię, ale wszystkie są, niestety, dość przewidywalne. Uwierał mnie brak mocnego wątku miłosnego, który ciągnąłby się przez całą trylogię (cóż, czasami lubię schematy). To przykład lekkiej fantastyki, więc nawet jeśli nie jesteś fanem tego gatunku, może Ci się spodobać. Jednak w ogólnym rozrachunku trylogia nie zapadnie mi w pamięć na długo. Jeszcze miesiąc lub dwa i pewnie zapomnę, że to czytałam - zostanie tylko wspomnienie o przyjemnym transie, w jaki wprawia ta lektura.

W moje ręce wpadła też Uczennica maga, książka, która opisuje losy Tessii, dziewczyny żyjącej w tym samym magicznym świecie setki lat przed wydarzeniami z Gildii magów. Jestem w połowie lektury, ale moja uwaga się rozprasza - nawet jeśli Gildię magów całkiem przyjemnie się czytało, teraz czuję chyba przesyt tego zbyt prostego (jak dla mnie) świata.

Chętnie wymienię się lub sprzedam całą trylogię Gildii magów wraz z Uczennicą maga. Ktoś chętny? :)