piątek, 24 czerwca 2016

Gregor i Tajemne Znaki

To już czwarta część przygód Gregora i mogłabym po raz czwarty zachwalać te wszystkie elementy, które czynią ową serię tak sympatyczną - i zapewne to zrobię - ale pozwólcie mi przez chwilę poroztkliwiać się nad okładką. Jest wspaniała i zdecydowanie wyróżnia się kolorystycznie spośród pozostałych części. Naprawdę, kawał dobrej roboty!

Z powodu niedawnej epidemii Gregor musiał zostawić w podziemiu chorą mamę. Tylko tam mogła dostać odpowiednią opiekę. Chłopiec przyzwyczaił się już, że zawsze, gdy schodzi na dół, ktoś wpycha mu na siłę przepowiednię kierującą jego życiem. Nie tym razem! Celem wyprawy, której podejmuje się Gregor, ma być zdobycie informacji - bo oto chrupacze znikają, a królowa Luksa jest zdeterminowana, by odkryć, co właściwie dzieje się w podziemiach. Nie ma przepowiedni, nie ma kłopotu, prawda?

Ta część jest nieco inna od pozostałych. Częściowo zrywa ze schematem, który autorka przedstawia w każdym tomie i zdecydowanie wychodzi to serii na plus. Pojawia się też nowy wątek - miłosny (oczywiście w wersji dla dzieci). Niestety, jak w poprzednich częściach, tak i tutaj czułam się nieco skonfundowana postaciami należącymi do rodziny królewskiej. Szczerze powiedziawszy, ciężko było je rozróżnić, bo pojawiały się na chwilę i często wszystkie naraz, a żadna, z małymi wyjątkami, nie miała znaczącej, wyróżniającej się roli. Tym razem wybiła się Luksa i naprawdę miło śledziło się jej relacje z Gregorem.

Bohaterowie są podkreśleni przez jedną cechę, która ich wyróżnia - to dobry, minimalistyczny zabieg, idealnie wpasowujący się w książkę dla dzieci. Słodka Botka, strachliwa Lizzie, agresywny Ripred. A z biedną, aczkolwiek kochającą się rodziną Gregora bardzo łatwo się utożsamić. Myślę, że ta seria jest skonstruowana w taki sposób, że dzieci będą mieć do niej w przyszłości niejaki sentyment.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu IUVI