czwartek, 2 lutego 2017

Darwin kłamał, Biblia nie. Opowiem Wam historię o początkach ludzkości.

Czy podczas lekcji historii też czuliście zgrzyty między tym, co mówią nam o ewolucji, a biblijną wersją o stworzeniu? Dla mnie uproszczona wersja Pisma Świętego była pierwszą poważną książką i towarzyszyła mi przez całe dzieciństwo. Mając w głowie te wszystkie historie ciężko było mi uwierzyć w to, że cała sprawa zaczęła się od bakterii wodnej, która po milionach lat stała się małpą, a małpa człowiekiem. Nie miało to najmniejszego sensu. No właśnie, nie miało. A co, jeśli ta cała ewolucja to bzdura?


Pomyłka na tak wielką skalę miałaby katastrofalne skutki. Ewolucji nigdy nie było! Co wtedy? Cała wiedza o historii ludzkości i o świecie fauny, cała masa odkryć musiałaby zostać ponownie rozpatrzona! Czy to możliwe, że teoria wymyślona przez jednego człowieka, po której nastąpił szereg pomyłek zdających się ją potwierdzać, była w stanie tak bardzo zakrzywić nam odbiór tego, co działo się na Ziemi na początku jej dziejów?

Pozwólcie, że opowiem Wam historię. Dawno, dawno temu - 6 tysięcy lat, jeśli chcecie znać szczegóły - Bóg stworzył kobietę i mężczyznę. Żyli w Ogrodzie, który dawał im pożywienie, a oni nie musieli się o nic martwić. W tamtych czasach Ziemia była zupełnie inna. Rośliny, zwierzęta i ludzie byli o wiele wyżsi, wszelka żywność rosła do takich rozmiarów, że można by wyżywić armię, a łagodny klimat sprzyjał wszystkiemu, co żyło. Opuśćmy tę część, gdy Ewa i Adam zjadają jabłko (jakby nie mieli dość gruszek) i przejdźmy do wygnania ich z Ogrodu. Sprzeniewierzenie się Bogu równało się śmierci - nie nagłej śmierci, ale śmierci w ogóle. Ludzie nie byli już nieśmiertelni: mieli żyć tylko kilkaset lat. 

Adamowi i Ewie rodziły się kolejne dzieci i Ziemia powoli się zaludniała. Życie poza Ogrodem było nieco cięższe, bo teraz sami musieli uprawiać ziemię, zaczęli też polować na zwierzęta, choć wcześniej byli wegetarianami. W tych czasach ramię w ramię z ludźmi żyły anioły, które dzieliły się z nimi swoją ogromną wiedzą, dzięki czemu rasa ludzka mogła się rozwijać. Anioły brały sobie za żony ludzkie kobiety, a te rodziły im dzieci. Nic dobrego nie mogło jednak wyjść z połączenia dwóch ras, którym Bóg nigdy nie pozwolił się łączyć. Ich dziećmi były olbrzymy słynące z okrucieństwa i niezwykłej siły. Kiedy sytuacja na Ziemi przestała być zabawna, Bóg zesłał potop, aby zgładzić grzech (i olbrzymy). Deszcz padał przez wiele dni, wielki meteoryt uderzył w planetę i zmienił jej oś, przez co po katastrofie Ziemia nie wyglądała już tak jak dawniej: ludzie byli niżsi, rośliny mniejsze, a tajemnicze budowle postawione przez olbrzymy nie wskazywały już poprawnego ułożenia gwiazd, pozostając dla współczesnych prawdziwą zagadką. Wiemy, że z potopu ocalała garstka ludzi, rodzina Noego i on sam, a kiedy wody opadły, osiedlili się w Mezopotamii. I tu zaczyna się historia cywilizacji, którą znamy ze szkolnych lekcji.

Podręczniki milczą o życiu przed potopem. Dla oficjalnej nauki cywilizacja rozpoczęła się dopiero tam, w Mezopotamii. Tylko skąd w takim razie dowody na istnienie cywilizacji starszej niż ta? Co ze szczątkami olbrzymów, które są odkrywane na wszystkich kontynentach; co z figurkami przedstawiającymi ludzi żyjących z dinozaurami; co z tajemniczymi budowlami (piramidy, Stonehenge)?

Świat, który opisuje Artur Sroka [jak podaje nam okładka książki, kreacjonista i biblista o konserwatywnych poglądach protestanckich], pozwala wytłumaczyć swoje istnienie. Nie ma zgrzytów między Biblią a nauką. Jest o wiele bardziej wiarygodny niż to, co prezentują nam w szkołach i oficjalnych podręcznikach. Ta wersja wydaje się być o wiele bardziej logiczna i spójna niż ewolucja z małpy w człowieka na przestrzeni milionów lat.

Zabrakło mi jednak kilku elementów. Autor nie wyjaśnia, skąd właściwie wzięły się te fałszywe datowania. Różnica między 6 tysiącami lat a miliardami jest dość poważna. Naprawdę żaden szanowany naukowiec nie odnalazł przekonujących dowodów, że te datowania są błędne? Nie znalazłam też obliczeń dowodzących, że człowiek-gigant lub olbrzym, potomek aniołów, byliby w stanie przenieść wielkie bloki skalne, z których zbudowano tajemnicze budowle. Jednak największy mankament pojawia się w miejscu, gdzie autor wpada w podniosły, wieszczy ton, ostrzegając przed ponownym końcem naszej cywilizacji. Zbyt wylewne ujawnianie swoich przekonań sprawia, że książka traci na wiarygodności.

Pomimo tych kilku drobnych wad ta pozycja jest naprawdę ciekawie napisana i w żadnym wypadku nie można ją nazwać nudną naukową publikacją. Rozdziały zostały dobrze rozplanowane i płynnie przechodzą jeden w drugi. Ta książka zdecydowanie rozpala wyobraźnię!

Autor: Artur Sroka
Tytuł: Giganci i anioły upadłe. Zakazane fakty.
Wydawnictwo: Psychoskok
Premiera: 15 marca 2014
Cena: 29,90zł (17,94 na chodnikliteracki.pl)

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Psychoskok