wtorek, 14 lutego 2017

Pójdź, powiedział pan Bóg, szukając jej dłoni. Weronika Murek o zaświatach

Ponieważ dotąd miałam nieprzyjemny zwyczaj sięgania po niezbyt ważne nowości wydawnicze, teraz jestem skazana na nadrabianie zaległości w tym, co naprawdę wartościowe. I tak w rok po nagrodzeniu wspaniałej książki Weroniki Murek - Uprawa roślin południowych metodą Miczurina - zabieram się za jej czytanie, pełna dumy, bo autorka ukończyła studia, które właśnie robię, i nadziei, że moja kariera będzie miała równie dobry start.


Wymyślny tytuł naprawdę niewiele mówi o tym zbiorze opowiadań - tak, to zbiór opowiadań, więc w tym miejscu pewnie się krzywicie, bo nikt w Polsce ich nie czyta. Ja też nie czytam. Ostatnio zrobiłam to w przypadku Teda Chianga - TUTAJ RECENZJA - i obsypałam jego książkę zachwytami. Teraz jest mój drugi raz i zamierzam postąpić podobnie. Robię się nudna, ale...

... dla usprawiedliwienia dodam, że zachwycam się tylko pierwszym opowiadaniem. Dla niego kupiłam całą książkę, żeby mieć na półce i móc do niej wrócić. I przytulać, i wąchać. No, książkowe mole wiedzą, o co chodzi. Jak książka jest dobra, to aż chce się ją schrupać. Reszta opowiadań jest napisana w podobnym stylu językowym, ale mniej je rozumiem i nie przedstawiają dla mnie takiej wartości. Natomiast W tył, w dół, w lewo...

Maria wcale nie umarła, ale wszyscy jej to wmawiają i nie chcą patrzeć w oczy. Ciągle tylko: przyznaj się, zidentyfikuj ciało, nie bądź dzieckiem. Bo Maria żyje w świecie, w którym zmarli funkcjonują jak żywi. Wielu z nich nie miało ochoty przejść na drugą stronę. Bo i po co, skoro czasem Bóg lituje się bardziej nad kurczęciem niż człowiekiem i potrafi wskrzesić zduszoną przez dziecko kurkę, a człowieka już nie... No, ale jeśli Bóg zażyczy sobie Marii... Tylko co tam jest, po drugiej stronie, i jak wygląda wieczność?

- Ja do Boga nie pójdę - odparł ślepiec, krzyżując ramiona. - Ja też wolę króliki.
(...) - Nie mogę patrzeć na króliki - odparła Maria. - Nienawidzę królików.
str. 64-65

Młodzi autorzy nie są sprawdzeni, ryzyko rozczarowania zawsze wysokie. A Weronika Murek zdecydowanie spełniła moje oczekiwania. Mimo młodego wieku, ma nienaganny styl i stosuje świetne zabiegi pisarskie, które czynią jej opowiadania wyjątkowymi. Pochłonie Was atmosfera dwóch w pełni funkcjonalnych, przeplatających się światów, gdzie wszystko jest możliwe - może pojawić się Bóg i aniołowie, i Matka Boska, ukazani w groteskowy sposób, i to zaraz obok zabawnych postaci śmiertelników: jak matka Marii, która nic sobie nie robi ze śmierci córki, chce jak najszybciej przeprowadzić dezynfekcję i pogrzeb, więc dlaczegóż by nie przytaszczyć obcego ciała...

- Pójdź - powiedział pan Bóg, szukając jej dłoni.
str. 68

Wszystko tu jest niezwykłe i oryginalne, co tak rzadko się zdarza we współczesnej literaturze, i nic nie jest niejasne, mimo że tak naprawdę nie wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi. Czy autorka sobie kpi, śmieje się ze spraw dla nas ważnych? A może to jej próba pogodzenia się z istnieniem spraw nadprzyrodzonych?

Nie mogę wypowiedzieć się na temat pozostałych opowiadań, bo urzekło mnie tylko pierwsze. Może postawiło reszcie zbyt wysoką poprzeczkę, bo kiedy pojawiają się elementy nadprzyrodzone i boskie, tracę głowę. Jednak zdecydowanie polecam Wam Uprawę roślin południowych metodą Miczurina. Uczta dla zmysłów.

Autor: Weronika Murek
Tytuł: Uprawa roślin południowych metodą Miczurina
Wydawnictwo: Czarne
Stron: 144
Cena: 34,90zł